Brak prądu i stacja stoi.
Dodane przez redakcja dnia Styczeń 26 2013 09:37:04
Przez konflikt na Chełmie narciarze są ciągle w lesie.

Image and video hosting by TinyPic
20 grudnia 2012 roku Sąd Rejonowy dla Krakowa Śródmieścia wydał postanowienie, w którym zobowiązał syndyka masy upadłości spółki Eco-Sport do niezwłocznego podjęcia działań zmierzających do opuszczenia stacji przez Józefa Paska, co do którego Sąd stwierdził, że nie posiada (i nigdy nie posiadał) tytułu prawnego do dzierżawy przedsiębiorstwa Eco-Sport.
Rozszerzona zawartość newsa
Przez konflikt na Chełmie narciarze są ciągle w lesie.


MYŚLENICE. Artemida 34 została wpisana do rejestru przedsiębiorców dwa dni po tym, jak sąd ogłosił upadłość Eco-Sportu


Pełnomocnik nowego dzierżawcy spółki Artemida 34 pisał na początku stycznia (do burmistrza), że "trwają intensywne działania zmierzające do jak najszybszego wznowienia działalności Stacji Narciarskiej Myślenice".

W odpowiedzi na pytania "Dziennika Polskiego" również zapewniał, że stacja niebawem ruszy. Okazało się jednak, że nie ruszyła, a odpowiedź na pytanie dlaczego brzmiała: "z powodu braku prądu".

Dziś były i obecny dzierżawca przerzucają na siebie odpowiedzialność za to, że stacja stoi. Pełnomocnik obecnego, czyli Jarosław Sitarz, po raz kolejny powtórzył wczoraj z rozmowie z nami, że spółka Artemida 34 nie ma możliwości zawarcia umowy na dostawę prądu, ponieważ poprzedni dzierżawca nie rozwiązał tej jaką sam miał zawartą z dostawcą. Tym samym, jak stwierdził, blokuje możliwości uruchomienia stacji. Z kolei poprzedni dzierżawca, czyli Józef Pasek odpowiada, że to próba przerzucenia na niego odpowiedzialności. - Uważam, że prąd można załatwić, jeśli ma się wiedzę jak to zrobić. Trzeba złożyć wniosek i przejść procedury. Zrzucanie winy na mnie ma chyba ukryć nieudolność spółki - mówi. O nowym dzierżawcy mówi, że nie ma ani majątku, ani doświadczenia potrzebnego do prowadzenia stacji. - Tu jest potrzebna wiedza techniczna, potencjał kadrowy. Uważam, że syndyk oddał stację spółce, która nie jest w stanie jej prowadzić i to on jest odpowiedzialny za całą sytuację - mówi.

Sprawdziliśmy, co się kryje za nową spółką, która jest dzisiaj odpowiedzialna za stację na Chełmie.

Firm o tej nazwie z kolejnymi numerami następującymi po słowie "Artemida" jest ponad 30. Część z nich łączy ten sam, krakowski adres. Z danych z KRS wynika również, że niektóre z nich łączy osoba Aleksandra Wójcika. Jego nazwisko figurowało w Artemidzie 34. Był członkiem zarządu. Przestał nim być na krótko przed tym jak spółka stała się dzierżawcą myślenickiej stacji.

Co ciekawe, Artemida 34 została wpisana do rejestru przedsiębiorców 1 sierpnia 2012. Dwa dni po tym jak sąd ogłosił upadłość likwidacyjną spółki Eco-Sport.

Jak sprawdzisliśmy, na krótko przed zawarciem umowy z syndykiem masy upadłościowej Eco-Sport, co stało się 21 grudnia 2012 r., w Artemidzie 34 zaszły istotne zmiany. 18 grudnia 2012 r. nadzwyczajne zgromadzenie wspólników odwołało z funkcji członka Zarządu Aleksandra Wójcika. Następnego dnia spółka miała nowego prezesa Łukasza Sitarza.

19 grudnia doszło też do sprzedaży udziałów w spółce przez KWW Financial Advisory, do tej pory jedynego udziałowca. Siedemdziesiąt pięć udziałów (o łącznej wartości 3750 zł) kupiła spółka Varios Finanse z siedzibą w Warszawie, pozostałe dwadzieścia pięć (o wartości 1250 zł) nabył Łukasz Sitarz. O to kim są obecni wspólnicy, o historię spółki i jej plany zapytaliśmy pełnomocnika spółki - Jarosława Sitarza, ale do wczoraj nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

20 grudnia 2012 roku Sąd Rejonowy dla Krakowa Śródmieścia wydał postanowienie, w którym zobowiązał syndyka masy upadłości spółki Eco-Sport do niezwłocznego podjęcia działań zmierzających do opuszczenia stacji przez Józefa Paska, co do którego Sąd stwierdził, że nie posiada (i nigdy nie posiadał) tytułu prawnego do dzierżawy przedsiębiorstwa Eco-Sport

Image and video hosting by TinyPic


Natomiast 21 grudnia, kiedy syndyk zawarł umowę z Artemidą
i to ona do końca marca br. jest dzierżawcą stacji narciarskiej. Artemida 34, jak mówi sędzia komisarz Aneta Stożek wpłaciła zobowiązania finansowe wobec Lasów Państwowych (za wyłączenie gruntów z produkcji leśnej i za czynsz), do tej pory w kwocie 100 tys. zł, a kolejnych ok. 60 tys. zł ma wpłacić w najbliższych dniach.

Dzisiaj to Józef Pasek twierdzi, że on i narciarze są największymi poszkodowanymi zaistniałej sytuacji. I dodaje: - Istnieje jeszcze szansa, że to my stację uruchomimy. To nie jest tak, że całkiem się z Chełmu wyprowadziłem. Nadal dzierżawię kolejkę jednoosobową, którą uruchomiłem po tym, jak postawiono na niej krzyżyk. Jeśli chodzi o stację narciarską są przeze mnie czynione starania, aby to "odkręcić". Uważam, że jestem jedynym, który może ją w tym sezonie uruchomić. I nie chodzi tylko o prąd, to tylko element "układanki". Mam ludzi, swój sprzęt, który wykorzystywałem do prowadzenia stacji. Infrastruktura nigdy nie była właściwa, musiałem ją doposażyć, aby w sposób prawidłowy przygotować się do sezonu.

Dzisiaj można powiedzieć tyle, że impas dalej trwa. W czwartek pełnomocnik Artemidy 34 mówił, że cokolwiek bliżej na temat tego czy i kiedy stacja ruszy będzie mógł powiedzieć w piątek po południu, wczoraj w południe termin ten przesunął na sobotę, dodając, że pewne jest natomiast, że w ten weekend na pewno czynna nie będzie.

Przypomnijmy, że dotychczasowi zarządy stacji narciarskiej w Myślenicach budzili liczne kontrowersje. Za czasów Eco-Sportu działanie stacji było oceniane raczej negatywnie, a ona sama przynosiła wielomilionowe straty. Z kolei pod zarządem Józefa Paska, który dzierżawił stację po Eco-Sporcie, przygotowanie jej było oceniane lepiej przez narciarzy, bo prowadzi również stację w Koninkach. On sam jednak był zupełnie niewiarygodny dla właściciela gruntów pod stacją, czyli dla Nadleśnictwa Myślenice, które dysponuje terenem w imieniu Lasów Państwowych. Nie był też widocznie wiarygodny dla syndyka, skoro ten zawarł umowę z nowym dzierżawcą, który teraz zarządza stacją.

Jak jednak widać, bez efektów. Przede wszystkim dla narciarzy.
SPRZEDAŻ MAJĄTKU PRAWDOPODOBNIE NA WIOSNĘ

- Dla masy upadłościowej to bardzo niekorzystne, że wyciąg na górze Chełm nie działa. Najlepszą reklamą byłaby działająca stacja - mówi Aneta Stożek, sędzia komisarz z Sądu Rejonowego w Krakowie.

Lista wierzytelności nie została jeszcze sporządzona. Sprzedaż majątku będzie przygotowywana prawdopodobnie na wiosnę tego roku.

- Będziemy chcieli sprzedać przedsiębiorstwo jako całość - mówi sędzia. - Pewnym problemem jest to, że Eco-Sport, nie jest właścicielem gruntów.

Forma jeszcze nie została wybrana, ale najprawdopodobniej będzie to przetarg pisemny, a dodatkowo ustna licytacja. Gdyby stało się tak, że przetarg były rozstrzygany przed 31 marca to obecny dzierżawca, czyli Artemida 34 ma zastrzeżone w umowie prawo pierwokupu.
Czy przetarg będzie ogłaszany i rozstrzygany przed końcem marca, jeszcze nie wiadomo. Sędzia mówi jednak, że praktyka pokazuje, iż w postępowaniu upadłościowym rzadko kiedy udaje się sprzedać coś w pierwszym przetargu. Oferenci wstrzymują się licząc na obniżenie ceny.

Dziennik Polski
KATARZYNA HOŁUJ